Category Archives

18 Articles

Miejsca/Pisaniny

Ryga, Łotwa

Posted by admin on

Jadąc tutaj, zaopatrzyłem się obowiązkowo w przewodnik z wyd. Rewasz, które ma opinię skierowanego do turystów kwalifikowanych. Gwoli wyjaśnienia: taki dość powszechny model turystyki konsumpcyjnej nie jest wcale następnym wcieleniem turystyki biednej, namiotowej, krajoznawczej 🙂 Stąd wkurzył mnie zapis w owym przewodniku po Łotwie, że będąc w Rydze koniecznie trzeba spróbować tego, tego i tamtego dania (wydając na to połowę naszego budżetu na cały wyjazd). Ok, rozumiem, gdyby było napisane: tradycyjne dania na Łotwie to to i to, kto chętny, może próbować. Ale nie od razu, że koniecznie będąc w Rydze trzeba to wszamać i wydać fortunę. Tego po Rewaszu się nie spodziewałem. To tylko jedna rzecz, gdyby nie było innych, to chyba bym w ogóle się nie ciskał na ten przewodnik 🙂 ale ta dość cienka publikacja zawiera więcej podobnych niespodzianek. Np. nazbyt lakoniczny opis miasteczka Kieś (po łotewsku Cēsis). Po przeczytaniu notki w przewodniku byłem mocno zaskoczony tym, co tam zobaczyłem. Szkoda, że przewodnik tego nie oddaje, bo przeczytawszy o Kiesi, wcale jeszcze nie miałem nieprzemożonej ochoty tam jechać, sądząc, że to jedna z wielu podobnych miejscowości. Tymczasem opadła mi szczęka.

Z praktycznych wskazówek – na Łotwie podobnie jak na Litwie: można tankować LPG bez problemu. Kraj ten jest podobny do państw skandynawskich, różni się mocno pod tym względem od Litwy. Na Łotwie co chwila miałem skojarzenia z Finlandią. Jest to też z wyglądu bogatsze, bardziej zadbane miejsce, niż sądziłem – po kraju postsowieckim spodziewałem się raczej bloków z wielkiej płyty i przaśnej atmosfery – tymczasem jest ładnie i elegancko; współczesna architektura Rygi i okolic wprawiła mnie wręcz w zdumienie, świetne, porządnej klasy projekty budynków mieszkalnych, także domków jednorodzinnych, ciskające się w oczy tu i ówdzie, a nas są niebywałą rzadkością.

Ceny są wyższe niż u nas – niektóre artykuły są nawet 2-krotnie droższe. Ryga skupia większość mieszkańców kraju, natomiast tereny wiejskie są dość rzadko zaludnione, gospodarstwa ładne, ale rozrzucone. Sporo zachowanych świetnych budynków, drewnianych dworków czy murowanych jakby brytyjskich gospodarstw.

Sama Ryga – Stare Miasto – pełne turystów. Na Litwie słuchaliśmy, że pewna agencja skompromitowała się reklamą Wilna: przyjedź do nas, odetchniesz od tłumów turystów w Rydze. Chyba tak trochę jest. Architektura – przypomina Wrocław – przynajmniej jeśli chodzi o kamienice z okresu XIX/XX w. Na Starym Mieście bardzo ciężko znaleźć sklep spożywczy (nie byłem w stanie, choć obszedłem dość spory kwartał poza plantami – usytuowanymi w miejscu dawnych fortyfikacji – rozebranych, podobnie jak we Wrocławiu, z polecenia Napoleona czy ludzi mu podporządkowanych). Natomiast – co ciekawe – po przejściu na drugą stronę rzeki Dźwiny – momentalnie wchodzimy w inny świat – zwyczajny, codzienny, bez turystów, ze straganami warzywnymi koło przystanków i wodą za eurocenty w kiosku. Warto zaparkować po drugiej stronie rzeki, jest sporo wolnych miejsc i brak opłat. Może 15-minutowy przemarsz na drugą stronę – i już jesteśmy w turystycznej dżungli. Poniżej oddalona o rzut beretem druga strona.

Ryga – pełna protestanckich kościołów (zborów?), powstałych po reformacji, nieraz w katolickich świątyniach. Po objęciu tych terenów we władanie polski król na przełomie XVI i XVII w. sprowadził jezuitów i starał się przywrócić wiarę katolicką. Polacy władali w Rydze przez ok. 60 lat. Zdaje się, że to nie odbyło się wskutek zbrojnej inwazji, a dobrowolne oddanie się pod zarząd Rzeczpospolitej (lenno).

Na widok tego znaku zmroziło mnie. Upstrzona jest tym cała nabrzeżna żeliwna balustrada.

Charakterystyczne kamienice, ciekawe, że odbudowane od podstaw w 1945 r. (podobnie jak warszawska Starówka).

Kieś i kawałek charakterystycznej drewnianej architektury.

Miejsca/Pisaniny

Litwa, Wilno, Wileńszczyzna

Posted by admin on

Postanowiłem napisać parę praktycznych wskazówek nt. eskapady na Litwę, bo sam wcześniej byłem w potrzebie przeczytania czegoś podobnego i teraz może się komuś przyda. (Na początku praktyczne informacje, a potem trochę wynurzeń).

Otóż: nasza samochód jest na gaz LPG i ten gaz można tankować bez problemu na Litwie. Tak jak w Polsce. Czasem nawet da się trafić stację Orlen i wtedy już można poczuć się zupełnie jak w domu. Druga sprawa, że w Wilnie czy na Wileńszczyźnie można spokojnie zagaić po polsku i każdy zrozumie, a nawet odpowie po polsku (albo po rosyjsku). Ponoć nie wszędzie tak jest, np. w Kownie już nie bardzo, tam posługują się litewskim i nie rozumieją po polsku (niesprawdzone info). Przed wojną Kowieńszczyzna była w granicach Litwy i stąd Polaków jest na tamtym terenie dużo mniej, ale są, choć nie wiem jak im się udało tak długo zachować język. Np. w wiosce Wędziagoła, gdzie jest parafia rodzinna Czesława Miłosza (i gdzie od 1992 był wiele razy), ludzie mówią po polsku, a w kościele w niedzielę są dwie msze: po polsku na 9.00 i litewsku na 10.00 (a ksiądz jest Litwinem).

Druga sprawa: telefon, karta, GPS, nawigacja. Ja korzystam z nawigacji w mapach Google w telefonie, która wymaga, aby telefon był połączony z internetem. Na Litwie taka nawigacja może się przydać, szczególnie gdy chce się pokluczyć po wioskach albo przejechać przez Wilno. Po prostu można zaoszczędzić trochę czasu. Po wpisaniu trasy przejazdu w Polsce, aplikacja pobiera sobie informacje i można dojechać do celu na Litwie, telefon cały czas będzie pokazywał trasę. Gorzej, gdy na Litwie na chwilę wyłączy się nawiagację, później nie można jej już włączyć z powrotem niestety. Dlatego warto się zaopatrzyć w litewską kartę do telefonu. Ja kupiłem taką za 2 euro (ok. 8 zł) na Orlenie (sprzedawca polecił, że ta jest najbardziej korzystna). Po włożeniu karty do telefonu miałem 25 minut darmowych połączeń na Litwie, a oprócz tego 1GB internetu przez miesiąc (przez miesiąc jeżdżenia na nawigacji zużywa się ok. 0,5 GB). Po włożeniu karty trzeba ją aktywować wpisując PIN, który jest na opakowaniu od karty. Po tej oparcji trzeba odczekać jakieś pół do godziny zanim internet zacznie działać.

A teraz trochę wynurzeń. Otóż: ostatnio pisałem o Niepokalanowie. Co ciekawe, ta wizyta na Litwie była konsekwencją Niepokalanowa, bo umówiliśmy się z o. Jackiem, że mógłbym zrobić zdjęcia we franciszkańskich klasztorach na Litwie (są 3); dostałem kontakt do o. Piotra z Miednik, który zgodził się na takie zdjęcia i ucieszył z tego pomysłu. Zaprosił nas do Miednik, z czego z radością skorzystaliśmy. https://goo.gl/maps/yiikDMdRxjK2 – a tutaj panoramy z tego miejsca. O. Piotra nie było (miał w tym czasie wyjazd w góry), ale był o. Andrzej, z którym spędziliśmy dwa dni.

Drugim obiektem, który odwiedziliśmy, był ledwo odzyskany kościół w Wilnie wraz z klasztorem (był to pierwszy klasztor jaki powstał na Litwie). Można go zwiedzić w tym miejscu: https://goo.gl/maps/aUSnbVkhK6E2

Na Litwie nabożeństwem darzone są zwłaszcza dwa wizerunki: obraz Jezusa Miłosiernego, ale nie taki, jak u nas, tylko pierwsza wersja obrazu (na zdjęciach poniżej). Jest to prawdopodobnie związane z tym, że oryginał tego obrazu znajduje się w Wilnie, w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Poniżej widoczny jest ten obraz w kościele w Miednikach i – oryginał z sanktuarium w Wilnie. Ten wizerunek jest o tyle ciekawy, że twarz Jezusa pasuje dokładnie do twarzy z Całunu Turyńskiego. Jedna z sióstr ze zgromadzenia założonego przez ks. Sopoćkę wyjaśniła mi, że P.Jezus przez szacunek do ówczesnego zwyczaju, błogosławi ręką na wysokość ramion, tak jak wówczas błogosławili księża. Drugi ważny wizerunek to obraz MB Ostrobramskiej, który również jest w każdym kościele. Na zdjęciach widoczny wizerunek z kościoła w Miednikach i oryginał z Ostrej Bramy. Są też zdjęcia z Wędziagoły, przy dzwonie pan Ryszard, lokalny działacz i polski patriota. Gościł nieraz Czesława Miłosza. Rozmawialiśmy może półtorej godz. Opowiadał np., że Litwini kompletnie nie interesowali się Miłoszem, nawet jak przyjeżdżał, to w szkole, gdzie chciał trochę go zareklamować, powiedzieli mu, że jeśli to polski poeta, to ich nie interesuje (i w ogóle nawet nie wiedzieli, kto to zacz). W kościele w Wędziagole jest też słynący łaskami krzyż, legenda głosi, że z oddalonego o 30 km Kowna pieszo wędrował do niego nawet Adam Mickiewicz, by pomodlić się w kościółku. Widoczna ruina dworku znajduje się w Szumsku (lub tuż poza granicami wioski).

Pisaniny/wiejskie życie

Wieś, środek sezonu

Posted by admin on

Dave Brubeck Essentials

Wieś – mieszkanie na niej – pozwala na dużo większą swobodę w kreowaniu swojego otoczenia. W mieście administracja wszystko załatwia. Ma to plusy i minusy. Wszystko jest wykonane wg standardu, jednakowo, człowiek ma niewielki wpływ, może co najwyżej pójść na zebranie i spróbować przeforsować swoje opcje. Ale ostatecznie wszystko toczy się poza nim, nawet nie wie kiedy ktoś kosi trawnik, wymienia papę na dachu.

Na wsi właściwie wszystko może być dowolnie kreowane. Przypominają mi się czasy dzieciństwa, gdy u babci z kuzynem budowaliśmy bazy po szopach. Co jakiś czas zmienialiśmy lokalizację i budowaliśmy nową bazę w nowym miejscu, na jakiejś półce, która normalnie służyła do trzymania drzwi od ciągnika i innych szpargałów, robiliśmy półki, wciągaliśmy jakieś stare siedzenia z samochodu, wcielaliśmy w życie każdy abstrakcyjny pomysł, jak właz w podłodze. Najlepsza baza miała nr 5 i istnieje do tej pory (chyba służy jako graciarnia).

To samo jest na wsi, można już będąc dorosłym właściwie powtarzać tamte schematy, tworząc nowe formy architektoniczne, jak chuśtawka, antresola, skalniak, posadzić drzewko, ścieżkę z kamieni, ze starych palet zbić ławkę, ażurową werandę na narzędzia, po której wieje wiatr, zmienić w pokoik, stajnię w warsztat, dawne pomieszczenie na zboże w garderobę tudzież magazyn ubrań i tak dalej. Dach zrobić z blachodachówki albo z gontu, piec zamontować w przedpokoju albo w piwnicy, podłogówkę w kuchni albo w pokoju. Idąc tym tropem: na dachu instalację z rurek, która bezkosztowo grzeje wodę albo panele słoneczne, ściany tynkować tanim tynkiem gipsowym albo bezpłatnie: gliną wykopaną w ogródku zmieszają z piaskiem. W bloku nie ma tych wszystkich możliwości.

Każdy człowiek ma naturalne pragnienie wolności. I chyba w głębi duszy każdy ma taką tęsknotę do zamieszkiwania na wsi. Nie zawsze to się jednak godzi z innymi planami, wizjami wymagającymi dużo większej swobody, wolności od takich gospodarskich obowiązków.

– – –

Koniec czerwca. Aż trudno uwierzyć, jak tutaj było w marcu. Mokro, zimno. Nagle wszystko się zazieleniło, trawa urosła po pas, nie widać spod niej krzaków porzeczek. Liście puścił nawet drąg wkopany w ziemię. Niekoszona trawa drogę zmieniła w malowniczy kanion, którym ciężko przejść nie smagając się długimi kłosami wiszącymi z obu stron. Rozsypana w piaskownicy kukurydza w ciągu paru dni stworzyła zielony dywan. Ciężko nawet ten cały rozkwit przyrody opanować, bo żeby doprowadzić do porządku tylko trawę, trzeba by skosić jakiś hektar pola żyłką, co fizycznie jest możliwe, ale wymagałoby jakichś 3 dni pracy i czasu, którego nie ma. Dlatego kosi się w miarę możliwości – najbliższe przyległości, to na co starcza czasu.

W głowie roi się masa pomysłów i tylko czasu nie starcza. Można by nawet oddać się samym tylko gospodarskim czynnościom i nie robić nic więcej, i tak całe dnie można by spędzać pracując i ciesząc się obecnością w tym miejscu.

Pisaniny

błękitne ptaki czyli…

Posted by admin on

Parę dni we Wrocławiu, pod pretekstem imprezy Błękitne Ptaki czyli Stachuriada u Pieśniarzy. Przyjechał Paweł. Cała noc nieprzespana. Msza rano, potem do sklepu po zakupy na śniadanie. Po 12.00 na Dworzec Gł. po Serafina. Posiedzenie w Mleczarni przy herbacie (zielonej: ja i Paweł) i kawie (Serafin). Szybki sprint po tematach technicznych Mszy wędrującego. Potem Paweł na dworzec, my na Zakrzów – Serafin montować zwiastun serialu o Siekierezadzie – ja – godzinę przespać.

Koło 18.20 w Pieśniarzach. Donat rozgrzewał piecyk, rozstawiliśmy sprzęt, zajęliśmy miejsca. Lokal szybko zaczął się zapełniać. Czas szybko leciał. I już startuje impreza.

Miał być Buchowski – legenda. Zabrakło go, szkoda. Podobno chory. Legenda, bo autor pierwszej biografii Stachury, wydanej w 1992 (II wydanie 1993). Czytałem jak zaczarowany. Kiedyś znalazłem w księgarni w Rynku w Krakowie po 4 zł sztuka, kupiłem parę i rozdawałem znajomym. Więc ten Buchowski miał być, szkoda, że nie dojechał. – – Donat w paru słowach rozpoczął spotkanie i na scenę wyszedł Krzysiek, z wprowadzeniem. Z mówiących prelegentów była jeszcze Daria Lisiecka – – – – również ciekawe spotkanie, nasze zdjęcie sprzed lat, sprzed domu Stachury. I teraz ponowne spotkanie po chyba 15 latach.

Spotkanie trwało ok. 3,5 godz. Później przeistoczyło się w coś w rodzaju jam session, śpiewogranie. Urwałem się do domu przespać. Serafin został i spał u Antka.

Niedziela – powrót.

 

wiejskie życie/wiejskie życie

Zima, połowa stycznia

Posted by admin on

Połowa stycznia… prawie. Trochę zaskoczony skonstatowałem, że parę wpisów temu wspomniałem, że 15 listopada spadł śnieg. Śnieg leżał cały grudzień (z przerwą 3-4-dniową na odwilż, dobiło wtedy do 6 st.C, ale za chwilę znowu spadł śnieg). Trochę inaczej jest w dolinach – w Rzeszowie – 25 km na północ, gdzie z reguły nie było tyle śniegu albo miał formę cienkich placków rozrzuconych po trawnikach. Jednak u nas temperatura oscylowała cały czas w okolicach 0-minus2. Czasami mniej.

Od dwóch dni mrozy siarczyste, rzędu 17-23 st. W środku nocy jeszcze mniej. Koty zakonspirowały się koło pieca w piwnicy. Dzisiaj rano miały zamarzniętą wodę. Przypuszczam, że w okolicach 4-5 godz. rano temp. mogła dojść do -30. Powietrze jakby oblepia zimnem, chociaż przebywanie na zewnątrz nie jest tak bardzo dokuczliwe. Da się chwilę przetrwać i to bez kurtki, wykonując jakieś czynności, jak odśnieżanie, czy przeparkowanie samochodu. Dzisiaj z kolei zrobiłem sobie mały wypad na nawyższy punkt w okolicy; szczyt z tyłu Kamiennej (może ten szczyt nazywa się Kamienna, albo Kamienica – stara nazwa położonego tam przysiółka – a może góry?  – z map z XVII w.).  – – – – Śnieżny skrzypiący las, niezbyt trudne brnięcie zaśnieżonym i zupełnie nieprzetartym wiodącym tam żółtym szlakiem. A, ciekawostka, po drodze na jednym z rozwidlen dróg – w miejscu, które nazywamy polanką piknikową, paliło się małe ognisko, w ogniu były zawodowe drewniane klocki. Może leśniczy? Nikogo nie było w okolicy. Możliwe, że schował sie na chwilę, widząc, że nadchodzę. Raczej nikt nie zostawiłby tego ogniska zaraz obok lasu, jeśli nie miał go na oku.

 

Pisaniny

7.

Posted by admin on

Ciągły flow.

Ciągle coś. Ciągle coś innego, nowego.

Pytania o historię, dzieciństwo. Zauważyłem, że już jakiś czas zupełnie przewartościowałem wszystko do tego stopnia, że nie mam realnego odniesienia do tego, co robiłem 10-20 lat temu. Że nie jestem w stanie powiedzieć, co wtedy myślałem. To tak, jak nie jestem w stanie powiedzieć, co myślałem, będąc jeszcze w brzuchu mamy, bo nie widziałem jeszcze tego, co jest poza brzuchem. To jest tak, że po przebudzeniu, spojrzeniu w okno, zapomina się to, co się śniło. I w ten sposób zapomniałem to, co myślałem 10 lat temu.

Słuchając The Skatalites.

Pisaniny

6.

Posted by admin on

Składałem spacer całą noc.. Jestem zmęczony, daj mi koc.

Mniej więcej od rana w sobotę staram się nadrobić to, co się da, żeby zdążyć przed świętami pokończyć wszystkie rzeczy. Może się uda.