Category Archives

5 Articles

wiejskie życie/wiejskie życie

Wozy

Posted by admin on

Po długich miesiącach magazynowania w stodole, oblepione 20-30-letnim błotem i kurzem, w końcu doczekały się kąpieli. Myjka/karczer pożyczony od kolegi, spełnił świetnie swoje zadanie. Spod grubej warstwy brudu i kurzu wyłoniły się kolory.

Na razie wozy schną na polu. Zdjęcia telefonem, więc jakość taka, jak widać, ale pewnie warto będzie przy tej okazji je trochę lepiej obfotografować.

Ciekawe są dekoracje w elementach metalowych, wzory o prowiniencji średniowiecznej i renesansowej (wg kolegi – etnografa). Pisze on w ten sposób:

Ornamentyka okuć jest wielostylowa, łączy rozmaite elementy z różnych epok i przypomina kompozycyjnie hafty na odzieży (zwłaszcza na spodniach) z rejonu Karpat. Zdobienie w postaci linii połączonych łuczków jest zapewne renesansowe. Widzimy też wczesnośredniowieczne zdobnictwo słowiańskie (plecionka szurkowa z „oczkami”, „wilcze zęby”) wzbogacone późniejszymi dodatkami/ przeróbkami w postaci wzorów kwiatowych. Rozety należy uznać za wczesnośredniowieczno-renesansowe. Nie ma w tym wszystkim nic dziwnego, bo ogólnie zdobnictwo ludowe to właśnie Słowiańszczyzna wczesnośredniowieczna z późniejszymi (rzadziej wcześniejszymi) dodatkami.

[źródło: https://www.facebook.com/pg/Traperska-Wytw%C3%B3rnia-Filmowa-146855385489023/photos/?tab=album&album_id=929106180597269]

Ten najmłodszy wóz (1975), najbardziej bogato zdobiony, po umyciu okazał swoją jaskrawo-czerwoną kolorystykę. Wygląda, jakby służył dawniej zastępom Och. Straży Poż. Choć pewnie błędny trop (a może farba pochodziła z tego źródła?)

Pisaniny/wiejskie życie

koniec kwietnia

Posted by admin on

„Przebyłem noc właśnie i nikt nie mnie wita…” pisał Stachura.

Możnaby sparafrazować te słowa i napisać: „Przebyłem zimę właśnie”… Śniegi, mróz, wilgoć, lód…. To wszystko ciągnęło się od października i w końcu !!!! definitywnie i nieodwołalnie skończyło się. Bywały w międzyczasie złudne chwile, gdy zdawało się, że to już koniec. W styczniu parę dni ciepła, zaczęły wschodzić przebiśniegi. Ale nieeeee. Później nastały dni głębokich mrozów. Zamarzły nam wtedy rury w domu i jeden kaloryfer rozszczelnił się tak, że wisiały na nim sople lodu.

Kiedy tylko przed dwoma tygodniami temperatura w końcu odbiła do kilku stopni na plusie, przyroda wystrzeliła niemiłosiernie. Drzewa zazieleniły się w ciągu 3 dni. Zakwitły gałęzie. Nie ma już odwrotu. Minęły dwa tygodnie, trawa wystrzeliła już kilkanaście cm nad ziemią. NARESZCIE!!! ta zima to była klęska. tragedia.

Pisaniny/wiejskie życie

Wieś, środek sezonu

Posted by admin on

Dave Brubeck Essentials

Wieś – mieszkanie na niej – pozwala na dużo większą swobodę w kreowaniu swojego otoczenia. W mieście administracja wszystko załatwia. Ma to plusy i minusy. Wszystko jest wykonane wg standardu, jednakowo, człowiek ma niewielki wpływ, może co najwyżej pójść na zebranie i spróbować przeforsować swoje opcje. Ale ostatecznie wszystko toczy się poza nim, nawet nie wie kiedy ktoś kosi trawnik, wymienia papę na dachu.

Na wsi właściwie wszystko może być dowolnie kreowane. Przypominają mi się czasy dzieciństwa, gdy u babci z kuzynem budowaliśmy bazy po szopach. Co jakiś czas zmienialiśmy lokalizację i budowaliśmy nową bazę w nowym miejscu, na jakiejś półce, która normalnie służyła do trzymania drzwi od ciągnika i innych szpargałów, robiliśmy półki, wciągaliśmy jakieś stare siedzenia z samochodu, wcielaliśmy w życie każdy abstrakcyjny pomysł, jak właz w podłodze. Najlepsza baza miała nr 5 i istnieje do tej pory (chyba służy jako graciarnia).

To samo jest na wsi, można już będąc dorosłym właściwie powtarzać tamte schematy, tworząc nowe formy architektoniczne, jak chuśtawka, antresola, skalniak, posadzić drzewko, ścieżkę z kamieni, ze starych palet zbić ławkę, ażurową werandę na narzędzia, po której wieje wiatr, zmienić w pokoik, stajnię w warsztat, dawne pomieszczenie na zboże w garderobę tudzież magazyn ubrań i tak dalej. Dach zrobić z blachodachówki albo z gontu, piec zamontować w przedpokoju albo w piwnicy, podłogówkę w kuchni albo w pokoju. Idąc tym tropem: na dachu instalację z rurek, która bezkosztowo grzeje wodę albo panele słoneczne, ściany tynkować tanim tynkiem gipsowym albo bezpłatnie: gliną wykopaną w ogródku zmieszają z piaskiem. W bloku nie ma tych wszystkich możliwości.

Każdy człowiek ma naturalne pragnienie wolności. I chyba w głębi duszy każdy ma taką tęsknotę do zamieszkiwania na wsi. Nie zawsze to się jednak godzi z innymi planami, wizjami wymagającymi dużo większej swobody, wolności od takich gospodarskich obowiązków.

– – –

Koniec czerwca. Aż trudno uwierzyć, jak tutaj było w marcu. Mokro, zimno. Nagle wszystko się zazieleniło, trawa urosła po pas, nie widać spod niej krzaków porzeczek. Liście puścił nawet drąg wkopany w ziemię. Niekoszona trawa drogę zmieniła w malowniczy kanion, którym ciężko przejść nie smagając się długimi kłosami wiszącymi z obu stron. Rozsypana w piaskownicy kukurydza w ciągu paru dni stworzyła zielony dywan. Ciężko nawet ten cały rozkwit przyrody opanować, bo żeby doprowadzić do porządku tylko trawę, trzeba by skosić jakiś hektar pola żyłką, co fizycznie jest możliwe, ale wymagałoby jakichś 3 dni pracy i czasu, którego nie ma. Dlatego kosi się w miarę możliwości – najbliższe przyległości, to na co starcza czasu.

W głowie roi się masa pomysłów i tylko czasu nie starcza. Można by nawet oddać się samym tylko gospodarskim czynnościom i nie robić nic więcej, i tak całe dnie można by spędzać pracując i ciesząc się obecnością w tym miejscu.

wiejskie życie/wiejskie życie

Zima, połowa stycznia

Posted by admin on

Połowa stycznia… prawie. Trochę zaskoczony skonstatowałem, że parę wpisów temu wspomniałem, że 15 listopada spadł śnieg. Śnieg leżał cały grudzień (z przerwą 3-4-dniową na odwilż, dobiło wtedy do 6 st.C, ale za chwilę znowu spadł śnieg). Trochę inaczej jest w dolinach – w Rzeszowie – 25 km na północ, gdzie z reguły nie było tyle śniegu albo miał formę cienkich placków rozrzuconych po trawnikach. Jednak u nas temperatura oscylowała cały czas w okolicach 0-minus2. Czasami mniej.

Od dwóch dni mrozy siarczyste, rzędu 17-23 st. W środku nocy jeszcze mniej. Koty zakonspirowały się koło pieca w piwnicy. Dzisiaj rano miały zamarzniętą wodę. Przypuszczam, że w okolicach 4-5 godz. rano temp. mogła dojść do -30. Powietrze jakby oblepia zimnem, chociaż przebywanie na zewnątrz nie jest tak bardzo dokuczliwe. Da się chwilę przetrwać i to bez kurtki, wykonując jakieś czynności, jak odśnieżanie, czy przeparkowanie samochodu. Dzisiaj z kolei zrobiłem sobie mały wypad na nawyższy punkt w okolicy; szczyt z tyłu Kamiennej (może ten szczyt nazywa się Kamienna, albo Kamienica – stara nazwa położonego tam przysiółka – a może góry?  – z map z XVII w.).  – – – – Śnieżny skrzypiący las, niezbyt trudne brnięcie zaśnieżonym i zupełnie nieprzetartym wiodącym tam żółtym szlakiem. A, ciekawostka, po drodze na jednym z rozwidlen dróg – w miejscu, które nazywamy polanką piknikową, paliło się małe ognisko, w ogniu były zawodowe drewniane klocki. Może leśniczy? Nikogo nie było w okolicy. Możliwe, że schował sie na chwilę, widząc, że nadchodzę. Raczej nikt nie zostawiłby tego ogniska zaraz obok lasu, jeśli nie miał go na oku.