Category Archives

9 Articles

Uncategorized

Gdybym się urodził przed stu laty

Posted by admin on

Rozkładam delikatnie stary dokument. Papier łamie się, jest sklejony. Staram się go rozdzielić bardzo powoli nożem. Niestety jest jakby zrośnięty i nie wszędzie odchodzi, kruszy się przy delikatnych ruchach. Zdmuchuję i ścieram ściereczką z mikrofibry grudki starej pleśni. W końcu moim oczom ukazuje się zwartość. Właściwie najważniejsze informacje są widoczne. Stanisława Pięciak wykupuje ubezpieczenie na wypadek śmierci jej męża (?) – Wojciecha, który przebywa w niewoli. Pieniądze będą wypłacone, gdyby zmarł w ciągu roku. Jest rok 1916 lub 1918. Górną część daty zjadła mysz.

Następny plik papierów to mały notesik, również rozpadający się w rękach, być może zakupiony gdzieś na drugim końcu świata (w Nowo-Sybirsku?). Autorem jest Wojciech Pięciak. 28 czerwca 1919 w Nowosybirsku otrzymał legitymację inwalidy wojennego Wojsk Polskich („ważną tylko na Nowo-Nikołajewsk” – tak nazywał się Nowosybirsk do 1925 r.). Za rok dopiero miał dotrzeć po długiej podróży przez 13 mórz – do Polski, tego też dowiadujemy się z owego notatnika. Z „Ubezpieczenia wojennego” wiemy, że urodził się w 1879, czyli będąc inwalidą wojennym w Nowo-Nikołajewsku miał już 40 lat. W c.k. dokumencie jest też informacja, że już 19 kwietnia 1916 (1918?) przebywa „w niewoli” (carskiej?). Jakiego stopnia się dosłużył? Nie wiadomo. W jakich formacjach służył? Być może da się tego dojść, wiadomo, że jego statek dobił do Gdańska „wszamo Boże Ciało”, tj. 3 czerwca 1920 r. Tak więc nie była to Brygada Syberyjska, która dotarła 1 lipca do Gdańska, chyba, że jakiś wcześniejszy transport?

Trasa ich podróży była długa. Z Nowo-Nikołajewska, który znajduje się mniej więcej w środkowej Rosji, nie kierowali się na Zachód, do Polski, tylko na Wschód. Tam dopiero przez Morze Japońskie, Ocean Indyjski i dalej, wokół Hiszpanii, wpłynęli na Morze Bałtyckie – gdzie wreszcie przybili do portu w Gdańsku.

W notniku są jeszcze jakieś druki rosyjskie (niewypełnione), inne zapiski. Notatnik początkowo służył chyba notowaniu pożyczek. Później zapisane są jeszcze nazwiska i adresy kolegów.

Ostatni dokument, najwcześniejszy. Rok 1911, Austro-Węgry, Galicja. Wojciech Pięciak jest uprawniony do głosowania w wyborach „do Izby deputowanych Rady Państwa”. Dokument to Karta legitymacyjna, uprawniająca go do głosowania, do niej załączona była „karta głosowania”. „Wybór odbywał się” w urzędzie gmin, 13 czerwca 1911, w godzinach od 15 do 17. i były to wybory do parlamentu XII kadencji Rady Państwa w Wiedniu (odbyły się dwie sesje tej kadencji, pierwsza od 1911-1914 i druga 30 maja 1917 – 12 listopada 1918).

Pytanie, jakież to nazwisko mogło być na karcie do głosowania, prowadzi do czerwcowych wydań Gazety Lwowskiej.

W Gazecie Lwowskiej z 17 czerwca 1911 jest taka informacja:

a 21 czerwca notka dotycząca okręgu 50., w którym głosował Wojciech:

Czy Wojciech głosował na ludowca Jana Stapińskiego, który ostatecznie dostał się do wiedeńskiego parlamentu? …

 

Uncategorized

Dwór w Niebylcu

Posted by admin on

Przykład tego, jak wiele rzeczy wymyka nam się w rąk, po prostu ucieka między palcami i znika w odmętach dziejów. Ten drewniany dwór jakimś cudem przetrwał do naszych czasów i to w całkiem niezłym stanie. Znajduje się w Niebylcu na uboczu, na terenie dawnego PGR-u. Dawniej był to pewnie folwark. Natomiast dwór należał do właścicieli Niebylca od wieków (wielokrotnie przebudowywany). Zdaje się, że dolna kamienna część pamięta jeszcze czasy renesansu (XVI w.), więc stał tutaj jeszcze dwór należący do jednych z pierwszych właścicieli miasteczka. Może niekoniecznie samych założycieli (założyciel był dziedzicem Jawornika), ale ich niedalekich następców. Górna część, tj. drewniana, pochodzi może z XIX w.

Mieszkamy w okolicach Niebylca już od 2 lat, ale na informacje o tym dworku natknąłem się dopiero wczoraj, przypadkiem, szukając czegoś o nagrobku stojącym obok kościoła w Niebylcu (z niewyraźnego napisu dało się na nim odczytać coś o Konfederacji Barskiej w 1768 (tu jest więcej na ten temat: Nagrobek Kajetana Junoszy Łempickiego). Kajetan Łempicki, ur. w 1740, był dziedzicem Niebylca, Małówki, Jawornika i Gwoździanki. Był uczestnikiem konf. barskiej, a nagrobek w 1863 wystawiła jego wnuczka. Na łożu śmierci mieszkał w Gwoździance (w 1830 r.). Jednak wcześniej – w 1779 założywszy rodzinę z Barbarą Biblianną de Ball, osiedli właśnie w niebyleckim dworze (w ew. zabytków istnieje taki wpis: „Rozbudowany po pożarze ok. 1772 r. (od strony wsch. i zach.). Ok. poł. XIX nadbudowa piętra […]”). Nb. Barbara była właścicielką licznych posiadłości w Bieszczadach. W 1800 zamieszkała w  Średniej Wsi, by doglądać majątków ojca i może Kajetan również (był fundatorem jednego z tamtejszych kościołów). Na dworze w Niebylcu gospodarowała więc może córka, może jakiś zarządca. Córka Zofia wyszła za Stanisława hr. Ankwicza (kiedy?). Spadkobierczynią majątku po nich została córka Henryka (Henrietta) z Ankwiczów, 1.v. Sołtykowa, 2.v. Kuczkowska – która wystawiła pomnik Kajetanowi przy niebyleckim kościele (z dziś już słabo widocznym napisem: „Tu spoczywa w Bogu Kajetan Junosza Łempicki dziedzic Niebylca, towarzysz chorągwi narodowej. W Konfederacji barskiej bronił Rzeczypospolitej pod Kościuszką, ur. 1740, zmarł 1830. Wielce szanownemu jedyna wnuczka i parafianka ku pamięci prosząc w 1863 r. Pamiętaj coś przyrzekł”). Hrabina Kuczkowska miała już spore kłopoty finansowe, stąd majątek (który sporo ucierpiał m.in. w czasie rabacji galicyjskiej) przeszedł pod licytację, potem wszedł w posiadanie bankiera wiedeńskiego, a potem Żydów. Ostatnim właścicielem – do roku 1939 – był Aszer Wałłach.

Dwór wydaje się być położony na uboczu, poza głównymi trasami, biegnącymi przez Niebylec. Jednak na mapie z lat 1763-1787 leży jak najbardziej przy głównej drodze w kierunku Rzeszowa, która w tamtym czasie nie biegła doliną, ale grzbietami.

Dwór jest wpisany do ewidencji zabytków pod nrem „A – 1084 05.03.81”, datowany na „XVI w. (?)”.

Uncategorized

Niepokalanów

Posted by admin on

1 dzień w Niepokalanowie. Niepokalanów to klasztor oo. franciszkanów, wybudowany na polach podarowanych przez księcia Jana Druckiego-Lubeckiego, właściciela majątku Teresin. Na samym początku o. Kolbe postawił figurkę MB, która stoi do dziś (chociaż w 1992 wandale zniszczyli ją – została odbudowana). Za figurką w 1927 roztaczały się szczere pola (ostatecznie to było 25 hektarów). Wkrótce powstał pierwszy drewniany budynek – tuż za figurką stanęła kaplica-klasztor. Wchodziło się przez wąskie drzwi. Dzisiaj za tymi drzwiami jest zakrystia kaplicy-sanktuarium, zachowana jest tam drewniana malutka cela, w jakiej mieszkał na samym początku o. Kolbe.

O. Kolbe. Fot. Internet.

Ojciec Kolbe znany jest przede wszystkim z wydarzenia w czasie II wś., gdy oddał życie za współwięźnia. Tamten moment był jednak zakończeniem niezwykłej biografii. Chodząc po Niepokalanowie, zwiedza się po prostu efekt jego pracy. Już po kilku latach od postawania, pracowało tam kilkuset zakonników (w 1939 – 762 zakonników). Dziś – około 140. Wydawany był miesięcznik (Rycerz Niepokalanej), drukowany w milionowym nakładzie. Oprócz tego kilka innych wydawnictw.

Był tam ze mną ojciec Jacek, który poświęcił mi cały dzień. Wieczorem po kolacji poszliśmy się przejść do majątku Druckich-Lubeckich – kilka km – do sąsiedniej wsi (linia kolejowa do Warszawy stanowi granicę między Paprotnią a Teresinem – w Paprotni zlokalizowany jest klasztor). Pałac po odzyskaniu przez prawowitego właściciela – dziedzica – miał być przekazany ojcom. Franciszkanie jednak nie chcieli przyjąć tego daru; ostatecznie trafił do państwa i dzisiaj tam jest jakaś placówka wypoczynkowa KRUS-u, w której odbywają się gminne wydarzenia. Bardzo ładnie wyremontowany, lśni bielą. Jeszcze niedawno w ruinie.

Mądrą decyzją było nieprzyjęcie obiektu przez franciszkanów. No bo jak by to wyglądało: franciszkanie ślubujący ubóstwo właścicielami takiego obiektu.

Wracając do klasztoru: ogromne wrażenie robi wejście do celi o. Kolbe. Jest tam wiele zachowanych przedmiotów prywatnych. Przy jego sekretarzyku modlił się Jan Paweł II. Na obrazach Niemcy stąd zabierają ojca Kolbe do obozu; jednak w rzeczywistości był zabrany z placu na zewnątrz.

Ojciec Jacek zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. I w ogóle obcowanie z tym miejscem i z  zakonnikami sprawia, że rośnie sympatia do życia zakonnego – chciałoby się pożyć tak, jak oni.

Udało mi się przenocować w domu pielgrzyma, pokój 102. Noc w Niepokalanowie, jakieś 20 metrów od pierwszej drewnianej kaplicy. Nastawiłem budzik na 6.00, obudziłem się o 7.50. Zacząłem w pośpiechu nosić rzeczy do samochodu. Sprzątnąłem rozłożony komputer (wifi w Niepokalanowie działa bez zarzutu), sprzęty foto, ubrania. W trakcie mojego ogarniania się do drzwi zapukał o. Jacek, przyszedł po mnie – spóźnionego – na śniadanie. Już tylko ja jadłem (o. Jacek zjadł wcześniej, jak mnie jeszcze nie było). 8.30 miałem wyjechać, ale skusiłem się jeszcze na odwiedziny w księgarni. Pół godz. buszowania w książkach. Oczywiście szukałem coś o o. Kolbe.

Jeszcze parę słów o o. Jacku. Od słowa do słowa odnaleźliśmy parę wspólnych wątków. O. Jacek miał w telefonie numer do osoby, którą znam. Zaczynał też jeszcze jako świecki we wspólnocie, w której i ja. Z kolei jakiś czas temu w Rzeszowie znalazłem się w dość ciekawej sytuacji; zupełnie niespodziewanie wylądowałem w malutkiej sali konferencyjnej przy biurze dyrektora PGE, w której w gronie ok. 10 osób (głównie pracowników PGE) był Stanisław Szpunar, nr obozowy 133 z Auschwitz; obecny na słynnym apelu, gdy o. Kolbe ofiarował swoje życie za współwięźnia. Tam też opowiadał tę historię jeszcze raz. Ja znalazłem się tam jako osoba, która pomagła wejść po schodach prezesowi Okręgu Podkarpackiego ŚZŻAK, A. Szymańskiemu, który także był więźniem Auschwitz. Podczas spotkanie padło pytanie, ilu jeszcze więźniów Auschwitz żyje na Podkarpaciu. Panowie nie bez humoru popatrzyli na siebie: „No, ja i on”.

Za tydzień było Święto Energetyka (14 sierpnia), którego patronem jest św. Maksymilian Maria Kolbe. Pan Szpunar także miał się pojawić, a uroczystość miała odbyć się w świetlicy PGE. Przywiozłem cały sprzęt do nagrywania audio-video. Rejestrator miał stać na statywie, aparat miał rejestrować obraz.  Tym razem byłem doskonale przygotowany. Wpadłem obwieszony sprzętem, gdy Agnieszka, sekretarz Okręgu poinformowała mnie, że pan Stanisław nie przyjedzie, bo dwa dni wcześniej złamał rękę.

Tymczasem za parę tyg. miała też przyjechać ekipa z Niepokalanowa, by zrobić nagranie z panem Szpunarem do filmu. I rzeczywiście ta ekipa była, a w ekipie o. Jacek. Teraz opowiedział mi, jak to było. Pan Szpunar był już bardzo niekontaktowy. Słabo wyszło to nagranie. Agnieszka starała się go nakłonić do zwierzeń, ale on był już chyba wykończony tą złamaną ręką. To było już bardzo krótko przed jego śmiercią.

Obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Obozów Koncentracyjnych, fot. Łukasz Pompa

A tutaj pan Szpunar, czerwiec 2015.

Uncategorized

Pampuchy

Posted by admin on

Mała ciekawostka z miejscowej kuchni. Parę dni temu zajrzeliśmy do naszego sąsiada, który piekł właśnie cosik takiego. Hasło klucz to „pampuchy”. W składzie jest sól, ale może też być cukier. Smakuje jak pączek.

Uncategorized

Lwów 2011

Posted by admin on

5-6 marca 2011. Parę odkrytych pstryków.. już bardzo dawno tam nie byłem i chyba bardzo niedługo znowu będę. Chyba tej zimy. Ale zobaczymy. Tymczasem przeglądam te przypadkiem odnalezione zdjęcia; w większości w ogóle od tamtego czasu niewyciągane, tutaj wygenerowane z rawów, bez modyfikacji. Jedyna ingerencja na etapie fotografowania to filtry cokina, a to wiem stąd tylko, że na jednym zdjęciu widzę dekielek 🙂

_mg_6913_m _mg_7124_m _mg_7086_m _mg_7159_m _mg_7068_m _mg_6915_m _mg_6994_m _mg_7114_m _mg_7162_m _mg_6916_m _mg_7055_m _mg_7081_m

Uncategorized

Za oknem śnieg

Posted by admin on

15046380_10211885013659852_1846252740_n

Fotka z telefonu i krótki wpis, by zaznaczyć swoją obecność. Jest połowa listopada. Śnieg spadł wczoraj – w niedzielę, w sumie parę cm (może 10?). Wczoraj samochód zostawiłem 2 km od domu i dalej – na piechotę (całą rodziną), trochę pomstując w myślach, że droga nieodśnieżona. Ale szło się przyjemnie, to był wieczór – godz. 20. Dzisiaj wróciłem po samochód – droga była już czarna, chyba przejechał pług i sypnął solą. Byle do wiosny.

Uncategorized

Ogniskowy obiad

Posted by admin on

20160611_152542_m

Dzisiaj (sobota), obiecana dzieciom pizza ogniskowa, na paru patyczkach, tak więc zużycie energii na przygotowanie tego posiłu absolutnie minimalne (opał na zrobienie 4 naleśników spłonąłby w dużym ognisku mniej więcej w 20 sekund). Najpierw na patelni została usmażona kiełbasa z resztkami sera, to zalane ciastem naleśnikowym; pokrzywa do dekoracji 🙂 Z galerii zdjęć najciekawsza fotka, może za chwilę uda się pokazać to danie (lub podobne wariacje na ten temat) na innym etapie produkcji. A, jako ciekawostka dodam, iż jajko użyte do tej potrawy zostało zniesione przez kurę sąsiada jakieś 10 metrów od lokacji ogniska, natomiast mąka z własnej pszenicy (wujka), więc posiłek wyjątkowo pozasystemowy 🙂

20160611_153917_m 20160611_150501_m 20160611_150449_m

Uncategorized

Herbata z pokrzyw

Posted by admin on

20160610_154556_m

Na rozgrzewkę, dobry początek. Ponoć pokrzywa ma najlepsze właściwości przed kwitnięciem, więc ostatni dzwonek na korzystanie z jej dobrodziejstw. Natomiast ażeby połączyć przyjemne z pożytecznym, wykonałem ją w plenerze. Garnek jaki posłużył do zagotowania wody wyciągnąłem ze starej szafy, prawdopodobnie nieużywany od dobrych paru lat (jeśli tak, to przez poprzednich właścicieli tego gospodarstwa). Na ognisko jak znalazł. Do zagotowania ok. półtora litra wody na ogniu z patyczków potrzebowaliśmy ok. 10 minut.

20160610_154552_m