Edyta Stein – gamechanger

W dobie kwarantanny i koronawirusa zostało nam darowane mnóstwo czasu do własnej dyspozycji. Niesamowita okazja do tego, by kompletnie zmienić swój stan wiedzy i/lub sposób działania.

Coś jakby dezintegracja pozytywne K. Dąbrowskiego, ale nie w aspekcie psychologii a struktury działań w obszarze fizycznego świata (zresztą to się w jakiejś części pokrywa).

Edyta Stein – na zdjęciu ze swoją siostrą, Erną. Zdjęcie pochodzi z jej wspomnień „Aus dem Leben einer Judischen Familie”. Urodziła się we Wrocławiu przy ul. Dubois 29 (dziś ten budynek nie istnieje – przy czym nie jestem do końca pewien, czy chodzi o kamienicę wyburzoną w 1988, czy o dom, który stał wcześniej w jej miejscu; źródła o tym różnie mówią).

Jej ojciec Sigfried Stein zmarł, gdy Edyta miała 2 lata. Istnieje zdjęcie, na którym jest cała rodzina wraz z ojcem, Edyta ma na nim 5 lat, a zdjęcie ojca zostało sprytnie doklejone przez sprawnego fotografa.

Matka Edyty, Auguste zd. Courant, postanowiła podjąć się prowadzenia firmy męża (skład drewna), honor nie pozwalał jej przejść na utrzymanie rodziny. A miała wówczas 7 potomstwa, z czego Edyta była najmłodsza i jako jedyna urodziła się już we Wrocławiu (Erna zdążyła się urodzić jeszcze w Lublińcu, skąd przenieśli się do Wrocławia w 1890 roku). Steinowie mieli jeszcze 4 dzieci, które zmarły jako maluchy.

Edyta była oczkiem w głowie. Jako najmłodsza, była ulubieńcem rodziny i nie zaznała biedy, która była doświadczeniem starszego rodzeństwa.

Po śmierci ojca, przenieśli się do domu przy ul. Kurkowej 12 (ten kwartał kamienic już nie istnieje i jest tam parking instytutu fizyki UWr. Kolejne mieszkania, jakie wynajmowali, znajdowały się w 3 kolejnych kamienicach w okolicy Jedności Narodowej.

Auguste zdołała w końcu wyprowadzić firmę na prostą, spłaciła długi i zdobyła na tyle duży kapitał, by kupić w 1910 cały dom przy dzisiejszej ul. Nowowiejskiej 37 we Wrocławiu, który był letnią rezydencją właściciela browaru. Był zapewne katolikiem, skoro w salonie wisiał obrazek z wizerunkiem św. Franciszka, którego Edyta Stein nie pozwoliła zdjąć (wisiał tu i będzie wisieć). Franciszek na ścianie tego gabinetu wisi do tej pory, jako, że opiekujące się domem Towarzystwo im. Edyty Stein jest wierne tym słowom Edyty.

Viktoriaschule była szkołą, do której uczęszczało dotąd kilkoro sióstr Edyty Stein. Mieściła się ona wtedy w pałacu przy dzisiejszym pl. Nankiera 1. Kiedy Erna poszła do szkoły, Edyta wymogła, by również i ona została do niej zapisana, mimo, że była młodsza od Erny o rok i 8 miesięcy. I tak po krótkim epizodzie w przedszkolu Edyta poszła do szkoły w wieku 6 lat w dniu swoich urodzin.

Natychmiast stała się prymusem. Jednak w momencie, gdy należało podjąć decyzję, czy przystępuje się do klas przedgimnazjalnych (by potem kontynuować naukę w gimnazjum – dzisiejsza szkoła średnia), czy nie, Edyta nie zdecydowała się na ten krok. Wiązało się to oczywiście nie z brakiem wiedzy czy umiejętności, raczej było efektem pewnego zniechęcenia czy znudzenia nauką.

W efekcie w wieku 15 lat wybrała się do swojej siostry i jej męża do Hamburga, gdzie spędziła 10 miesięcy. Matka nie naciskała jej w żaden sposób, nikt nie zmuszał jej do nauki, co może się wydawać dziwne i kompletnie niedzisiejsze.

Po powrocie do Wrocławia Edyta spędzała czas w domu i pomagała swojej siostrze, Ernie, w jej zadaniach domowych, które przynosiła z gimnazjum (gimnazjum było placówką przy protestanckiej Szkoły Wiktorii, tej, do której dziewczyny chodziły dotąd).

Edyta lubiła poprawiać a nawet pisać wypracowania za Ernę – gdy to, napisane przez Ernę, wydawało jej się nie dość dobre. Jak mówiła – Erna potrafi pisać dobre wypracowania, ale ciężko jej się zabrać za to.

W końcu Edyta poczuła żal, że spędza czas w domu, gdy Erna spędza czas w szkole. Postanowiła, że spróbuje złożyć dokumenty do gimnazjum, początkowo jednak utrzymując sprawę w tajemnicy. Należało przerobić materiał 3 klas wstecz, w czym pomagali wynajęci nauczyciele oraz kuzyn Ryszard, który korepetycji Edycie udzielał bezpłatnie. Matka nie angażowała się w ten proces nauki, Edyta nawet sama opłacała nauczycieli, którzy do niej przychodzili przerobić materiał (pieniądze przekazywała Edycie mama). Edyta uważała te opłaty za uwłaczające i żeby nieco ulżyć nauczycielom, starała się wybierać złote monety, które wydawały się jakby bardziej honorowe. Nauczyciele pewnie nie odczuwali z tego powodu żadnej ujmy, spodziewali się pensji i dla niej pracowali. Już to świadczy jednak o niezwykłej wrażliwości Edyty.

Mimo 15-16 lat była na tyle zdyscyplinowana, że sama strofowała korepetytora, gdy ten schodził na prywatne tematy, by raczej zajęli się lekcją, bo nie dążą przerobić materiału.

W efekcie okazało się, że znacznie przed terminem, to znaczy już na wiosnę udało się skończyć naukę i można było podejść do egzaminów wcześniej.

Edyta była przekonana, że wymagana będzie wiedza materiału z 3 lat, tymczasem rzeczywistość była taka, że mocno przerosła oczekiwania egzaminatorów, którzy cieszyli się raczej, gdy tylko „coś udało im się wyciągnąć” od kandydatów; o czym zresztą sama Edyta przekonała się, gdy sama egzaminowała uczniów podczas krótkiej pracy w tej samej szkole parę lat później.

Szkoła niedługo została przeniesiona do nowego budynku przy ul. Poniatowskiego 9. Nad wejściem do budynku widnieje data budowy 1907, inne źródła mówią, że budynek został otwarty w 1909 roku. Edyta zdała maturę w 1911, więc ostatnie lata spędziła tutaj. Szkoła była nowoczesna jak na tamte czasy, posiadała m.in. toalety i bieżącą wodę. Wielki gmach oczywiście stoi do tej pory i jest to I LO we Wrocławiu. Przy ulicy stał dom dyrektora, do szkoły idzie się przez duży dziedziniec. Stąd do domu Edyty przy Nowowiejskiej było parę minut marszu.

Edyta wspomina, że chodząc do szkoły z Erną, powtarzały często zadany materiał. Ale Edyta spadła na pomysł, by podnieść nieco poprzeczkę i poprosiła Ernę, by z historii Francji odpowiadała po francusku a z historii Anglii – po angielsku.

1911 to początek studiów na Uniwersytecie Wrocławskim – unserer lieben alten Breslauer Universität – nasz stary drogi Uniwersytet Wrocławski, pisała Edyta w swoich wspomnieniach.

Spędziła tutaj dwa lata, później przeniosła się na pewien czas do Getyngi, gdzie chciała studiować 2 semestry u Husserla, a została już do końca studiów. Wrocław opuściła sądząc, że już niewiele może jej dać. Zaś o Husserlu dowiedziała się z racji, że cytaty jednego z jego dzieł dość często pojawiały się w różnych opracowaniach, z których korzystała podczas zajęć z psychologii u Williama Sterna (który wprowadził m.in. pojęcie ilorazu inteligencji). Kluczowym faktem było zetknięcie się z drem Grzegorzem Moskiewiczem – „Mos”, drem filozofii i medycyny, który wręczył Edycie II tom dzieła Husserla pt. „Logischen Untersuchungen”, by raczej przeczytała to. Lekturę pozostawiła na czas wakacji.

Później, gdy spotkała się z Husserlem w Getyndzie, który pytał, co zna, odparła, że przeczytała powyższe dzieło, co wprawiło Husserla w zdumienie.

Studia w Getyndzie zbiegły się z wybuchem I wojny światowej. Zajęcia zostały zawieszone, żaś Edyta pojechała do Wrocławia i zrobiła kilkutygodniowy kurs pielęgniarski, odbyła też praktyki w szpitalu. Potem zrobiła jeszcze egzamin pedagogiczny z greki – to było właściwie efekt jej ambicji, jako, że niespecjalnie miała potrzebę. Zresztą, jak sama wspominała, same studia miały jej posłużyć zdobyciu wiedzy, a dyplomy – głównie ze względu na rodzinę. Później po zaliczeniu semestru oddała się do dyspozycji państwu i – wbrew woli matki (sprzeciwiła się jej pierwszy raz) – pojechała na placówkę jako pielęgniarka do szpitala zakaźnego na Morawach, w pobliżu frontu beskidzkiego. Przebywało tam wielu żołnierzy wszelkich narodowości, zamieszkujących imperium austro-węgierskie. Starała się komunikować z każdym w jego własnym języku, szczególnie, że nieraz to byli prości ludzie. Z lekarzem bywało, że rozmawiała w łacinie, ku uciesze doktora, który rzekł, że w końcu może z kimś porozmawiać w tym języku, z którym dotąd komunikował się jedynie z kolegami z zawodu. Edyta stwierdziła, że jego łacina była dość sztywna.

Lubiła nocne zmiany, gdy była sama z chorymi i mogła im poświęcić tak wiele czasu, na ile miała ochotę.

Udając się na urlop stwierdziła, by ją wezwali znów do służby, gdy będzie potrzebna. Nadeszło jednak wezwanie z innej strony – dyrektor jej dawnej szkoły – Viktoriaschule – poprosił ją o objęcie zastępstwa. W czasie wakacji znalazła się znów u Husserla, gdzie złożyła pracę doktorską O zagadnieniu wczucia. Husserl miał niewiele czasu, by przeczytać dzieło, ale był bardzo ukontentowany ze względu na jego opasłość. Edyta przygotowała je w 3 skoroszytach, które były włożone do teczki. Husserl w tym czasie przeniósł się z Getyngi do Fryburga i Edyta miała być jego pierwszą doktorantką tutaj. Udało jej się w miarę szybko załatwić obronę pracy – i to w środku wakacji, 3 sierpnia. Jednak egzaminatorzy chętnie zgodzili się pozostać parę dni w mieście. Obrona była przebojowa i zakończyła się wyjątkowo rzadką najwyższą notą z wyróżnieniem.

W czasie tego samego pobytu Husserl spacerując z Edytą, wszedł na temat wakującej przy nim asystentury, Edyta zaproponowała swoją osobę na to stanowisko. Napisała potem: „Nie wiem, kto się bardziej cieszył, ja czy Husserl”.

2-letnia asystentura to był czas, gdy Edyta właściwie sama opracowywała dzieła Husserla (pracowali wtedy m.in. nad wydaniem „Idei”). Materiały były na tyle solidnie przygotowane, że Edyta wspominała w listach do Romana Ingardena, że bez jej pomocy Husserl właściwie nie były w stanie nic sam wydać. Brała ona jego rozproszone zapiski, które były jakby rzucone w niełanie po przerwanej pracy do szuflady i tworzyła z tego całość. Wybierała istotne wątki, nad którymi warto pracować dalej, odrzucała mniej ważne. Tworzyła pewne zamknięte tematy, które można było wydać w osobnych dziełach. I czekała, aż 58-letni już Husserl znajdzie czas i ochotę, by wziąć się za te rzeczy.

Znajomość życiorysu Edyty Stein jest konieczna dla zrozumienia jej fenomenu. Można powiedzieć, że bije od niej coś, co można by nazwać etosem pracy. Jednak nie jest to zwykła rzemieślnicza praca, raczej solidne sumienne wchodzenie w każdy temat, który ją zainteresował. Nawet wówczas, gdy porzuciła judaizm – wyznanie swojej rodziny i zachwyciła się katolicyzmem, pierwsze, co zrobiła, to kupno Mszału rzymskiego i Katechizmu kościoła katolickiego, które przestudiowała, nim poszła poprosić o chrzest.

Studium jej życia ma moc, która potrafi zmieniać zasady gry – gamechanger.

Zastanawiałem się, czy to podejście, cechujące się solidnością, sumiennością, ma źródło w edukacji pruskiej, czy jest czymś zupełnie ponadnarodowym? Raczej przychylam się do tego drugiego z dwóch choćby przyczyn: ona sama była jednak szczególnie wybitna w swoim (niemieckim) środowisku, jednym z lepszych studentów Husserla i jej przyjacielem był przy tym Roman Ingarden – z Krakowa, Polak, a więc wykształcony w Polsce.

(cdn.)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.