Hunowie

Z ust stojącego na czele trzydziestotysięcznej armii podniósł się krzyk:
Hunowie, do broni! Kto padnie ranny, zostanie pomszczony przez śmierć nieprzyjaciół, a kto ujdzie cało, nasyci się ich krwią! […] Nie wątpię o naszym zwycięstwie. Oto pole, które nam je obiecuje. Ja pierwszy wypuszczę strzałę na wrogów. A kto pozostanie w spokoju, gdy walczy Attyla, tego nie ma już wśród żywych! (1)

Ten krzyk według przekazu Jordanesa, należał do Attyli, wielkiego wodza Hunów. Cóż sprawiło, że stanął on naprzeciwko swojego niegdysiejszego przyjaciela, Aecjusza, w owym dniu 20 czerwca 451 roku, rozpoczynając jedną z największych bitew ówczesnej Europy?

Po drugiej stronie Pól Katalaunijskich majaczyło mrowie zastępów armii Imperium Rzymskiego i króla Wizygotów, Teodoryka I. Ciekawe, że jeszcze przed kilkunastoma laty Aecjusz, który teraz przewodził lewemu skrzydłu armii gęsto moszczącej horyzont, jeszcze przed ćwierćwieczem sam powiódł dwukrotnie bardziej liczne zastępy huńskich wojowników do Italii, by wesprzeć swojego zwierzchnika, cesarza Jana. Wówczas Attyla był mężczyzną w sile wieku, gdy teraz szorstką jego twarz barbarzyńcy, zdobiła siwa broda. O tej brodzie wspomina kronikarz Jordanes w utworze „Getica”, być może opierając się na relacji naocznego świadka?

Zanim przejdę do stopniowego klarowania powyższej sytuacji, należy się kilka słów wyjaśnienia, dotyczących Hunów, których historii poświęcony ma być niniejszy tekst. Lud ten, bez wątpienia, odegrał bezpośrednią rolę w kształtowaniu się wizerunku Europy, którego można uświadczyć dziś. W jaki sposób tego doniosłego znaczenia w kulturze naszej cywilizacji dorobiły się plemiona, o których ciężko doszukać się informacji w jakichkolwiek kronikach Imperium Rzymskiego jeszcze z okresu poprzedzającego o jeden tylko wiek ów czas wspomnianej bitwy? Skąd pochodzą i w jaki sposób szarpnęli dziejami kultury łacińskiej tak potężnie, jak być może nie zdoła szarpnąć odtąd żadna masa ludzka ani doktryna? Istotnym fragmentem w odpowiedzi na to pytanie będzie z pewnością następujący cytat: Hunowie rzucili się na Alanów, Alanowie na Gotów, a Goci na Tajfalów i Sarmatów (2). Myślę, że ta wskazówka służy za podpowiedź wystarczającą, czegóż przyczyną był mianowicie wzmiankowany lud barbarzyński i w jaki sposób przyczynił się do zamętu w Europie, spychając na ziemie Imperium Rzymskiego masy Germanów. Żeby wspomnieć o tym wydarzeniu, musiałem się cofnąć do roku 375, kiedy to Hunowie pojawili się we wschodniej Europie, wyruszywszy ze swojej macierzy gdzieś daleko w środkowej Azji – by w końcu w kilkadziesiąt lat później stanąć armią zrzeszoną z kilkoma sojusznikami pod wodzą największego swojego wodza, Attyli, na wspomnianych już Polach Katalaunijskich. Opowieść o dziejach tego ludu można rozpocząć od tego właśnie 375 roku, kończąc ledwie wiek później, gdy znikają oni na dobre z kart historii, jakby fakt ich zaistnienia został z góry zaplanowany po to tylko, by dać Europie nowy rozdział dziejów, nazywany dziś średniowieczem. Można by się spierać, czy aby na pewno Hunowie odegrali jedyną przewodnią rolę w procesie tej przemiany, bez wątpienia jednak ich ingerencja była wystarczająca, by mieć trudność w doszukaniu się bardziej spektakularnego czynnika.

Sam Attyla jest chyba dość popularną postacią i imię jego otarło się o uszy niejednego współczesnego człowieka, nawet i niespecjalnie zainteresowanego historią. Jemu współcześni bali się Hunów, którzy w źródłach pisanych z tamtej epoki uchodzą za zwyrodniałych i straszliwych dzikusów, jakkolwiek relacje te mocno przesadzone, mają w sobie wiele prawdy. Z samych wykopalisk archeologicznych wiadomo nam, że wśród oręża huńskiego przewodnią broń stanowił nieraz przeszło metrowej długości miecz dwusieczny z przywieszonym małym talizmanem w formie paciorka ze szkła, bursztynu lub kamienia półszlachetnego. Posługiwali się również tzw. łukiem refleksyjnym, skonstruowanym przy pomocy drewna, kości i ścięgien zwierzęcych, co nadawało mu szczególnej elastyczności i zasięgu. Hunowie potrafili się posługiwać nim z konia, czego nie potrafili chociażby Goci, ta umiejętność wzmacniała tylko obawy przed ich natarciem. Dodatkowo w ich uzbrojeniu znajdował się krótki miecz jednosieczny.

Człowiek zazwyczaj żywi obawę przed tym, czego nie zna – ta zasada stosowała się również do mieszkańców imperium, którzy po prostu nie rozumieli koczowniczego trybu życia, prowadzonego przez Hunów, identyfikując go raczej z barbarzyńskim zwyrodnieniem. Sytuacji na pewno nie poprawiał fakt szeregu huńskich zwyczajów, takich jak nadawanie deformacji czaszce swoich dzieci. Odnaleziono pochówki kobiet z nienaturalnie wydłużonymi czaszkami, co miało być przejawem ówczesnego piękna, a którą to deformację nadawano poprzez obwiązywanie dziecku głowy bandażami. Ten zwyczaj przejęli później również niektórzy Germanie. Inny zaś zwyczaj deformacji dotyczył chłopców, którym spłaszczano nosy po to, by „mogły zmieścić się pod hełmem. Te dzieci rodzą się do bitwy” (3), relacjonował biskup Clermont, Sydoniusz Apollinaris (432-479). Powoli zatem rysuje nam się tutaj pewien obraz kobiety w tej wojowniczej kulturze. Wykopaliska ukazują, że kobiece groby zaopatrzone były w różnego typu złotą i srebrną biżuterię oraz charakterystyczne okrągłe metalowe zwierciadła. Hunowie byli poligamistami, jest nam znana relacja greckiego kronikarza, Priskosa z Panion, będącego autorem historii Bizancjum 434-471, który w roku 449 brał udział w wyprawie dyplomatycznej do obozu Attyli, sporządził wówczas interesującą notatkę na ten temat. Jest tam między innymi wzmianka o żonie Attyli, która odpoczywała w jednym z drewnianych zabudowań włości swojego męża. Leżała na miękkim posłaniu, jedne służebnice opiekowały się nią, inne siedziały na podłodze i haftowały w lnianym płótnie, które później zdobiło odzież wojowników (4). Ponoć Attyla miał więcej żon, które w sumie urodziły mu 150 synów. Znamy również inną kobietę, która odegrała dość znaczącą rolę w historii Hunów, choć może jest to zwyczajny przypadek. Otóż w roku swojej śmierci Attyla pojął za żonę młodą Ildiko. Relację znamy od Jordanesa, który podaje ją z pośrednictwem Priskosa, mówi mianowicie, że w noc poślubną wypił zbyt wiele wina i udusił się krwotokiem. Kuszące jest przypuszczenie, że owa śmierć nie była przypadkowa, wyczekiwały jej bowiem bez wątpliwości całe szeregi osobistości ówczesnej Europy, samo Bizancjum w obawie przed agresją tego wodza, płaciło mu trybut ogromnej wielkości. Do samej śmierci jednak jeszcze wrócimy. Interesujące jaką odpowiedź uzyskalibyśmy od niego lub któregoś z jego współtowarzyszy pytając, skąd wzięli się na tej ziemi, w której stało teraz ich państwo, a w której jeszcze sto lat wcześniej nie słyszał o nich słowa, ani tym bardziej się ich tutaj nie spodziewał?

O pochodzeniu Hunów nie wiedzieli sami Rzymianie. Ammianus Marcellinus wspomina tylko, że pochodzą zza Morza Azowskiego, z pobliża „oceanu pokrytego lodem”. Byli ludem zróżnicowanym etnicznie, pochodzącym – według dzisiejszych ustaleń – prawdopodobnie z północnych części Chin lub z Mongolii, skąd przywędrowali do Europy chyba szlakiem na południe od Uralu. Byli więc koczownikami, najazd rozpoczął się w roku 375 – tę datę można uznać za początek wędrówki ludów w tym okresie na terenie Europy. Jak już wspomniałem, dało to początek OBECNEMU układowi politycznemu na kontynencie. Państwo Hunów powstało ledwie pół wieku potem, jednak zdołali oni wyrobić sobie autorytet (czy raczej zasiać postrach) już wcześniej. Mianowicie pierwszym ludem, na który się natknęli, byli Alanowie, którzy nie stanowili dlań większego oporu. Był to również lud koczowniczy, z którym się zasymilowali i razem zaatakowali Ostrogotów i Wizygotów, którzy z kolei uciekli na terytorium Imperium Rzymskiego, prosząc o azyl. Otrzymali od Rzymian gwarancję pewnej opieki, z której nie wywiązali się. Wśród niezbyt dobrze traktowanych Gotów, wybuchł bunt, który rozpoczął się klęską i śmiercią cesarza bizantyjskiego Walensa w Bułgarii pod Adrianopolem w roku 478, wynikłą z pewnej jego brawury, gdy nie zaczekał na posiłki z Rzymu. Tymczasem Hunowie utrwalali swoją hegemonię nad ziemiami u wschodnich granic Imperium, nad dolnym Dunajem. Przez 20 lat trwał tam względny spokój.
W tym czasie Imperium miało dość znaczny kłopot z Gotami, który odznaczył się choćby zdobyciem Rzymu w 410 r. przez wizygockiego króla Alaryka. Wcześniej, w 405 proszeni o wsparcie Hunowie pomogli Stylichonowi odeprzeć Ostrogotów z północnej Italii. W tym czasie – na w ostatnim dniu 406 roku do Galii wdarli się Wandalowie, Alanowie i Swebowie naddunajscy, by splądrowawszy Galię w 409 przedostać się do Hiszpanii, by dwadzieścia lat później – bez Swebów – przedrzeć się do Afryki i zdobyć Kartaginę i spowodować zagrożenie dla Rzymu. Ich wcześniejszej inwazji na Galię i Hiszpanię towarzyszyło osiadanie w opuszczonej przez legiony Brytanii Sasów i Anglów z Niemiec północnych i Półwysku Jutlandzkiego. We wszystkich tych ruchach w znacznym stopniu pośredniczył napływ Hunów w 375, w głównej mierze inicjując ich dynamizm (o szczegółach wydarzeń i ścieżkach wędrówek ludów europejskich tego okresu opowiem dokładnie dalej, póki co warto zwrócić uwagę na ich powszechność).

W 412 zmarł Alaryk, zaś Wizygoci, którym przewodził, zrezygnowawszy z jego ambitnego planu osiedlenia się w Afryce, spoczęli w południowej Galii jako sprzymierzeńcy Rzymu, Hunowie zaś – za zgodą Aecjusza – zajęli Panonię (opuszczoną przez legiony), formując w tym miejscu państwo huńskie (proces ów miał miejsce w latach trzydziestych V wieku). Sytuacja Imperium była nie do pozazdroszczenia, wobec czego obawa przed trzymającymi się dobrze Hunami była wielka. Jak nam wiadomo z niezwykle bogatych eksploracji grobów barbarzyńskich, szczególnie huńskich, mieli się oni bardzo dobrze.

Kim był Aecjusz, Rzymianin, który utrzymywał tak dobre kontakty z Hunami?

Urodził się około 390 roku nad dolnym Dunajem jako syn wojskowego. […]


Tekst pisany w 2006 r., w oparciu o wykład Magdaleny Mączyńskiej „Europa w okresie wędrówek ludów”, wyd. VIS, Poznań 2001.

Zdjęcie w nagłówku: Huns in battle with the Alans. An 1870s engraving after a drawing by Johann Nepomuk Geiger (1805–1880).

Przypisy:

(1) Jordanes, ‚Getica’, 203-206, przekład z niemieckiego M. Mączyńska.
(2) Relacja Ambrozjusza, biskupa Mediolanu (374-379), według O.J.Maenchen-Helfena, „Die Welt der Hunnen”, Wien 1978, s. 17
(3) Sydoniusz Apollinaris, „Pangiryk na cześć Antemiusza”, według O.J.Maenchen-Helfena, „Die Welt der Hunnen”, Wien 1978, s 182.
(4) Tą relację za Priskosem z Panion przetacza E.Doblhofer, „Byzantinische Diplomaten und osliche Barbaren”. Byzantinische Geschichtsschreiber 4, Graz 1955, 8M, s. 48.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.