Ukradkiem i znienacka

Moje studia historyczne z pozoru nie miały nic wspólnego z fotografią. Jednak specjalizacja konserwatorska spowodowała, że mogłem się trochę wykazać wykonując trochę schematycznych zdjęć zabytków. Tego typu fotografia to raczej rzemiosło niż sztuka, jednak nie oznacza to, że nie można tych dwóch elementów niekiedy połączyć ze sobą.

Pionierzy

Wybitnym przedstawicielem takiego podejścia był fotografik Jan Bułhak, który dokumentował architekturę Rzeczpospolitej już na początku XX wieku (od ok. 1905 roku – w zbiorach Muzeum Nowoczesnego w Warszawie znajduje się jego zdjęcie „Przejechały sanie” z tego właśnie roku). A przy tym miał artystyczną duszę, był nawet wykładowcą na Wydziale Sztuk Pięknych na Uniwersytecie Wileńskim. Stąd jego dokumentacyjne zdjęcia wcale nie są takie suche i szablonowe.

Znalezione obrazy dla zapytania jan bułhak
Jan Bułhak „Zaułek wileński”

Wyobraźmy sobie, że mamy dzisiaj negatywy jego zdjęć, wiele z nich nie było wywołanych przez autora, bo były nieudane, miały złą kompozycję. Jaka byłaby to dla nas skarbnica zestaw takich negatywów z lat 1910./20./30., zawierające często pamiątki z miejsc, których już nie ma. Niestety, ok. 50 tyś. negatywów fotografii Bułhaka, znajdujących się w jego wileńskiej pracowni, zostało zniszczonych w czasie II wś.

Być może Jan Bułhak z wartości dokumentacyjnej swoich zdjęć zdawał sobie sprawę znacznie bardziej, niż inni jemu współcześni. Wyobraźmy sobie dzisiaj sens spacerowania po wioskach i miastach i fotografowanie z pozoru nieistotnych widoków, ujęć architektury, ludzi w codziennych zwykłych sytuacjach – np. stojących na przystanku czy kolejkę do kiosku. Kto robi takie zdjęcia?

Ukradkiem i znienacka

Włodzimierz Pniewski – zmarły w 2011 roku fotograf zawodowy (tutaj już pisałem o nim), podczas wykonywania wielu zdjęć kierował się zasadą „ukradkiem i znienacka”. Mimo, że od lat 70-80. pracował zawodowo jako fotoreporter, gdzie technika wykonania jest wyjątkowo ważna, nie ma ona jednak tak wielkiego znaczenia, gdy chodzi o uchwycenie ujęć życia codziennego, które się toczy w wyjątkowym niepowtarzalnym kontekście historycznym. Zdjęcia, które są normalne i zwykłe, a których za 10-20 lat już nie wykonamy, bo zmieni się rzeczywistość, znikną domy, hasła PRL-owskie, zmieni się sposób handlu, architektura, typ śmietników czy przystanków, moda i wiele wiele innych rzeczy.

Włodzimierz Pniewski pod pseudonimem internetowym Zdyrma w ostatnich latach życia publikował sporo skanów swoich starych zdjęć w internecie. Niestety jego strona autorska zdyrma/com już nie działa, jednak zachowała się ciągle jego galeria na stronie garnek.pl/zdyrma, a na niej ok. 300 zdjęć wraz z komentarzami autora. Zdaje się, że są to właśnie te zdjęcia, wykonywane gdzieś mimochodem, z boku ważnych wydarzeń, które fotografował zawodowo. Zaś te ujęcia, zrobione może „przy okazji” mogły nie być wcześniej wywołane na papierze – dopiero teraz doczekały się pierwszej publikacji (?) – gdy nabrały historycznej wartości.

fot. Włodzimierz „Zdyrma” Pniewski

Załóżmy, że udałoby nam się przenieść w czasie na dwie godziny – 50 czy 80 lat wstecz – z aparatem w ręku. Pewnie nie starczyłoby nam miejsca na karcie pamięci, by pomieścić zdjęcia, które chcielibyśmy w tym czasie wykonać.

Ale przecież jesteśmy właśnie w takiej sytuacji, z tym, że powrót do „współczesności” potrwa trochę dłużej. Już dziś można dokumentować to, co przeminie, co za 20 lat będzie historią. Najlepiej ukradkiem i znienacka :-)

Każdy fotografuje…

W dzisiejszych czasach każdy ma w kieszeni telefon, zdjęć jest mnóstwo. W ciągu krótkiego czasu powstaje tyle samo fotografii, ile w całym XIX wieku. Jednak jeśli przejrzymy np. instagram pod kątem tagów oznaczających miejscowości okazuje się, że fotografie są dość jednorodne. Są to zwykle „selfiki” lub bardzo znane obiekty (Koloseum, Krzywa wieża w Pizie itp.) Może zdjęć rynku w Zamościu jest wiele, jednak niejedna kamieniczka w bocznej uliczce nie ma ani jednej fotografii, a już na pewno nie została zarejestrowana klatka schodowa, pani, która tam mieszka czy piec w mieszkaniu.

Przykład z lokalnego podwórka: przestał istnieć drewniany budynek przy kościele w Niebylcu. Gdybym wiedział, że jutro zostanie rozebrany, dzisiaj pojechałbym obfotografować go z każdej strony. Niestety nie wiedziałem tego i zupełnie się nie spodziewałem, przechodząc tamtędy wiele razy i zachwycając się tą pamiątką drewnianej architektury Niebylca. Jaka korzyść byłaby dziś czy – kiedyś w przyszłości – z takiej fotografii? 1). Piękno tamtej architektury zostałoby zachowane na zdjęciu na przyszłych pokoleń – i to zupełnie niedrogim, praktycznie zerowym kosztem. 2). Być może zdjęcie posłużyłoby odtworzeniu historycznej architektury, gdy już dzisiejsze podobne proste i tanie budynki zrobią się nudne, a tamte znikną z krajobrazu.

Wiele miejsc istniejących jeszcze w latach 1930. nie ma ani jednej swojej fotografii. Nawet tak ważnych jak niektóre pierzeje rynków podkarpackich miasteczek, nie mówiąc już i centrach wiosek. A przecież było to raptem kilkadziesiąt lat temu. Jak bardzo dziś chciałoby się mieć takie zdjęcie.

Jakość jest ważna

Te przedwojenne zdjęcia – robione na odbitkach średnio- i wielkoformatowych, charakteryzują się niesamowitą wprost rozdzielczością.

Jakość zdjęć można osiągnąć nieraz w prosty sposób. Co prawda, wymaga to wydatków, ale nie tak wielkich, jakby się mogło wydawać. Zresztą, czasem starczy kupić trochę lepszy telefon. Albo zmienić obiektyw kitowy na taki za 350 zł. Chyba nigdy nie pożałuję kwoty 800 zł wydanych 10 lat temu, gdy obiektyw kitowy 18-55mm f/3.5-5.6 w swoim amatorskim Canonie 400D zmieniłem na Tarmona 17-50 f/2.8. Zmiana była mniej więcej taka, jakbym kupił nowy aparat. Później zrobiłem nim jeszcze 50 tyś. zdjęć. Szkoda, by te wszystkie zdjęcia – dziś już historyczne – były nieostre i ciemne.

Fot. w nagłówku: Newcastle, England, 1879. Zdjęcie pochodzi ze strony Early Photography and Film na Facebooku.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.